Kościół w Kirgizji

 

„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” Mk 16,

Trzy lata temu jedna Polka żyjąca w Dżanydżer (to znaczy po kirgizsku „Nowa ziemia”) napisała swojej znajomej w Niemczech, żeby ona jej pomogła w znalezieniu katolickiego księdza. Znajoma znalazła w Niemczech telefon katolickiej parafii w Biszkeku, stolicy Kirgizji i zadzwoniła do kościoła. Sam Dżanydżer leży około 50 km od Biszkeku, tak więc ksiądz od razu pojechał do wioski, by odwiedzić tę kobietę. W dniu dzisiejszym w tej parafii jest już ponad 30 osób regularnie uczestniczących we Mszy świętej. 7 lat temu dwóch Jezuitów siedziało wieczorem w domu parafialnym w Biszkeku i zastanawiało się jak ewangelizować Kirgizów. W tym samym momencie do pokoju weszły dwie malutkie kirgizskie dziewczynki i z poważną miną powiedziały: „Gelobt sei Jesus Christus!“ – co znaczy po niemiecku: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrustus”. Okazało się, że ich umierająca babcia, z pochodzenia Niemka chciała się wyspowiadać i wysłała swoje wnuczki do miasta, żeby szukały katolickiego księdza. Teraz ta babcia już nie żyje, ale w jej wiosce Iwanowka i w okolicy, trzeba było stworzyć w ostatnim czasie już trzecią parafię ponieważ na Mszę Świętą przychodziło coraz więcej ludzi. I tak jest wszędzie w Kirgizstanie, przyjeżdża ksiądz do jednej staruszki lub rodziny, a po kilku latach tam już jest niewielka parafia.

Kościół w Kirgizji

Kirgizja to jedna z 5 środkowo-azjatyckich byłych republik sowieckich, które nagle pojawiły się na mapach świata w 1991, ale i tak pozostały dla większości ludzi wielką nieznaną. Kirgizja graniczy z Kazachstanem, Chinami, Tadżykistanem i Uzbekistanem. Powierzchnia Kirgizji, to mniej więcej 2/3 powierzchni Polski. 90% kraju pokrywają góry sięgające do 7500 metrów. Perłą Kirgizstanu jest oczywiście jezioro Issyk-kul, długości około 150 km i głębokości 700 metrów, położone na wysokości Doliny Pięciu Stawów w Tatrach. Żyje tutaj około 5 milionów ludzi: Kirgizi, Uzbecy, Rosjanie, Ujgurowie, Dunganie, Niemcy, Ukraińcy, Kurdowie, Tadżycy, Turcy, Polacy, przesiedleńcy z Kaukazu – w sumie około 100 narodowości. Terytorium Kirgizji było ciągle zawojowywane i zasiedlane przez różne państwa i narody. Te tereny zamieszkiwali albo zawojowywali Scyci (którzy walczyli z Persami i Aleksandrem Macedońskim), Hunowie, Usuni, Turcy, Mongołowie, Chińczycy, Arabawie, Ujgurcy, Kara-chińczycy, Najmani, Uzbecy, Dżungarcy i Rosjanie.

Większość ludności to muzułmanie – choć nie można powiedzieć, żeby Kirgizi byli szczególnie przywiązani do swojej wiary. Chrześcijaństwo w Kirgizji pojawiło się we wczesnym średniowieczu, kiedy przybyli tutaj nestorianie. Do dnia dzisiejszego zachowały się na Jedwabnym Szlaku ich klasztory. W XIII-XIV misjonarze – franciszkanie podjęli próby ewangelizacji tutejeszych narodów. Współcześnie pierwsi katolicy pojawili się w Kirgizstanie pod koniec XIX – byli to polscy i niemieccy osadnicy. Jednym z nich był słynny podróżnik Przewalski. W latach 30 i 40-tych XX wieku dzisiątki tysięcy katolików: Polaków, Ukrańców, Niemców, Litwinów i Koreańczyków - zostało zesłanych przez Stalina do Kirgizji. Jeden z największych punktów zbiorczych armii Andersa mieścił się Dżalalabadzie, który stał się słynny w całym świecie w marcu 2005 roku, bo właśnie tutaj rozpoczęła się rewolucja, która pozbawiła władzy prezydenta Askara Akajewa. Pod koniec lat 50-tych niemieccy katolicy podjęli próbę założenia parafii niedaleko od stolicy. Niestety bardzo szybko ich dom modlitwy został zlikwidowany, a ksiądz i kilku aktywnych parafian aresztowanych. W latach 60-tych udało się już założyć legalną parafią i wybudować w Biszkeku niewielki kościółek, jak do tej pory jedyny w Kirgizji. Proboszczem był przez długie lata były więzień łagrów Ks. Michael Köhler i aż do lat 90 większość parafian to byli Niemcy. Pod koniec lat 80-tych opiekę nad katolikami w Kirgziji wzięli na siebie jezuici. W Kirgizji pracuje 13 misjonarzy (ksieży i sióstr zakonnych), w tym trzech Polaków: Ks. Jerzy Jędrzejewski z diecezji warszawskiej, i dwaj jezuici: Ojciec Krzysztof Korolczuk i brat Damian Wojciechowski.

Oprócz parafii w Biszkeku misjonarze odwiedzają około 30 rozsianych po całym kraju katolickich wspólnot. Liczą one od kilku do kilkudziesięciu wiernych. Ponieważ w tych miejscowościach nie ma kościołów, więc Msza Święta jest odprawiana w prywatnych mieszkaniach. Najdalej położona w Dżalalabadzie – jest odwiedzana przez kapłana raz na 2 miesiące, ponieważ droga wiedzie przez siegające 4000 metrów przęłecze, które są często nieprzejezdne. Parafie są wielonarodowościowe – jest w nich wielu Polaków, ale także Koreańczy czy Kirgizi. Wielu parafian to ludzie starsi, chorzy i bardzo biedni, ale jest też sporo dzieci i młodzieży. Z Kościołem bardzo aktywnie współpracuje miejscowy Związek Polaków “Odrodzenie”.

W 2006 roku papież Benedykt XVI ustanowił w Kirgizji Apostolską Administraturę i naznaczył jej pierwszym biskupem jezuitę Mikołaja Messmera. To wydarzenie powinno się stać impulsem dla dalszego rozwoju Kościoła Katolickiego w Kirgizji.

Praca charytatywna

Główną przyczyną ostatniej rewolucji jest niewątpliwie straszna bieda, która szczególnie dotyka prowincji. Większość mieszkańców jest bezrobotna i żyje dzięki uprawianiu przydomowych ogródków. Emeryci otrzymują około 5-10 $ miesięcznie – za 1 $ można kupić 10 małych chlebów. Kobiety pracujące w polu po 10 godzin przy 40 stopniowym skwarze otrzymują 1 $ dziennie i taką zapłatę uważa się za nienajgorszą. Wiele dzieci jest bezdomnych lub pracuje zamiast się uczyć. Na wsi praktycznie nie działa służba zdrowia, a w mieście za wszystko trzeba płacić. Spotykałem się z przypadkami, kiedy ludzie osobiście robili sobie operacje przy pomocy noży kuchennych. Alkoholizm i kryzys rodziny to ogromne problemy będące spadkiem po 70 latach komunizmu, które w dużej mierze dotykają także katolików. Dodatkowym problemem są uchodźcy z Tadżykistanu (gdzie na początku lat 90 trwała kilka lat wojna domowa, która pochłonęła dziesiątki tysiecy ludzkich istnień), z południa Kirgizstanu i z Uzbekistanu.

Jednym z głównych zadań Kościoła Katolickiego w Kirgizji jest praca charytatywna. Rozdzielamy przychodzącą z zagranicy (głównie z Niemiec) pomoc materialną wśród ludzi chorych, inwalidów, wielodzietnych rodzin i ludzi samotnych. Szczegolną troską otaczamy domy inwalidów i domy straców. W domach inwalidów pacjenci dzielą się na trzy grupy: chodzących, pęłzających i leżących. Są tam ludzie z najcięższymi upośledzeniami fizycznymi i psychicznymi. Kiedy ich odwiedzamy, to zawsze staramy się przywieźć dla każdego bochnek chleba, jabłko albo pomidor. Muszę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie widziałem ludzi, którzy z taką łapczywością jedzą chleb. Niektórzy z nich chodzą w jakiś łachmanach, a domy są w przerażającym stanie, z dziurawymi podłogami i przeciekającymi dachami. Staramy się im przywieźć jakiekolwiek ubrania, które dostajemy z zagranicy. Oprócz tego pokazujemy im filmy religijne (głównie animowane, bo te oni najlepiej rozumieją), opowiadamy historie z Biblii, śpiewamy i jeśli to jest możliwe odprawiamy Mszę świętą. Najważniejsze dla tych ludzi jest to, że ktoś o nich pamięta i ich lubi. Mamy pozwolenie odzwiedzać 12 więzień: w tym także więzienie dla kobiet i dla niepełnoletnich. W dwóch więzianiach mamy grupy modlitewne, gdzie więźniowe regularnie się spotykają, a my głosimy im konferncje o modlitwie i Biblii, a także przygotowujemy do sakramentów – szczególnie do spowiedzi. W więzieniu kobiecym mamy trzy takie grupy – w tym także w części przeznaczonej dla chorych i dla kobiet z dziećmi. Dużym problemem w więzieniach jest wyżywienie i odzież. Matki prosiły nas ostatnio o mydło dla swoich dzieci. Na dzienne wyżywinie więźnia przeznaczona jest równowartość jednego bochenka chleba. Bardzo wielu więźniów choruje na gruźlicę. Trzeba też powiedzieć, że do więzienia trafiają nie tylko winni, lecz także ci którzy nie byli w stanie dać łapówki milicji, prokuratorowi albo sędziemu. Szczególnie ważne jest mówienie tym ludziom o Bożej miłości i przebaczeniu, ponieważ większość z nich nie tylko popełniła przestępstwa, ale także sami doświadczyli wiele niesprawiedliwości i cierpienia. W pozostałych więzieniach pokazujemy filmy takie jak np. Pasja Mela Gibsona. Filmy ciszą się wielką popularnością i przychodzi na nie nawet po kilkuset więźniów, w salach gdzie nie tylko nie ma okien, drzwi i podłóg, ale nawet nie ma krzeseł, więc wieźniowie siedzą w kucki. Odwiedzamy też domy starców – tam żyje czasami po kilkuset zupełnie opuszczonych starych ludzi. Dla nich nawet odrobina udzielonego im zainteresowania, czasu i wspólna modlitwa ma wielkie znaczenie. W domu starców w Dżalalabadzie żyje zupełnie samotna Pani Regina Buczek, która w 1944 roku wyjechła z Polski, z Łukowa. Wkrótce zmarł jej mąż, a potem jedyne dziecko na malarię. Potem pracując przy wyrębie tajgi na północy Syberii, niedaleko od Norylska, straciła palec. Przejechała na południe Kirgzistanu i całe życie pracowała w stołówce – kiedy komunizm upadł, jej fabryka została zlikwodowana, zaginęły wszystkie dokumenty (ZUS, a nawet dowód osobisty) i jeszcze kilka lat pracowała za jedzenie i mieszkanie w prywatnym barze. W domu starców otrzymuje miesięcznie jedno mydło, dwie rolki papieru toleatowego i 8 somów (około 20 centów), za które może kupić 1,5 bochenka chleba. Utrzymuje się przy życiu, myjąc zmarłych pensjonariuszy i piorąc ubrania tych, którzy są obłożnie chorzy i mają jakieś pieniądze. Pomagając tym wszystkim ludziam nie ma dla nas różnicy czy pomocy potrzebują katolicy, protestanci, muzułmanie czy prawosławni.